Główna Artykuły Piątek, 3 Września 2010  
Kontakt z instruktorami:J. PomianowskiW. BrożyńskiP. DymusP. ZdunowskiM. Jaworski-WitakT.Wiśniewski
 
Menu główne
  • Główna
  • Staże
  • Artykuły
        Czytelnia
        Opinie
        Oryginały
        Staże i Obozy
        Wywiady
  • Stowarzyszenie
  • Linkownia
  • Ai Ki Do
  • Galerie
  • Nasze Dojo
  • Dla początkujących
  • Mapa Dojo

    Ogółem było
    425661 odwiedzin

    Reklama


    Konnekt


    Komunikator Konnekt

    Poznaj Adsense


  • Advertisement
    Obóz w Zwierzyńcu 2004 Drukuj E-mail
    Autor Aleksander Sierżęga
    Opis obozu WSAA 19-29.09.2004 w Zwierzyńcu prowadzonego przez P. Zdunowskiego

    Ponieważ do Zwierzyńca dojechałem spóźniony, nie mogąc się pozbyć ciężaru rzeczywistości z pleców, ominęły mnie pierwsze wrażenia obozowe. A musiały być ciekawe!

    Po fatalnych drogach Lubelszczyzny, Zwierzyniec prezentuje się naprawdę dobrze. Dużo zieleni, niedokuczliwe powietrze (Warszawiacy doceniają - tak, tak...), drogowskazy: knajpa prosto, karczma w prawo, zagroda Guciów 9 km w lewo, ładne sklepy…

    Sycąc oczy miejscem pobytu przez następne 10 dni, przejechałem szkolne schronisko, w którym zamieszkiwali obozowicze, ale kilka pytań w sklepie spożywczo-monopolowym naprowadziło mnie na właściwą drogę... Miejscowi powitali mnie serdecznym: "Cześć pedale, czego tu?" Jednak po bliższym przyjrzeniu się okazało się, że był to Śliwka i pozostali mieszkańcy pokoju "bp" (bez pościeli), a zwrot powitalny okazał się typowym obozowym rozpoczęciem konwersacji...

    Po rozłożeniu bagażu w szafie (czyt. rzuceniu plecaka za łóżko), udaliśmy się na "kaczorgę". Trwała ona banalne 3 godziny i spowodowała wzmożony obrót w pięknym sklepie. Ci, którzy wyszli z Dojo o własnych siłach udali się pod prysznic, ci którzy nie śpieszyli się rozstać z tatami, mieli do dyspozycji tylko zimną wodę.

    Wieczorem udaliśmy się do "Młyna" na pizzę, co było dość częstą praktyką, gdyż podawana tam pizza (inne potrawy zresztą też) była bardzo smaczna, tania i dało się nią najeść...

    Jednak przy tej okazji wyszła na jaw "Straszna Tajemnica Zwierzyńca" - od 22.00 nie sprzedają w całym mieście nic ciepłego do jedzenia!!! A w browarze od tej godziny nie chcieli nawet piwa wydawać! W browarze!!! Z tym problemem borykaliśmy się do końca wyjazdu, i nie zrekompensowała nam tego nawet "ładna"… plaża, na którą męskim pokojem "bp" udawaliśmy się między "kaczorgami".

    "Kaczorgi" z czasem stawały się coraz cięższe. Mniej więcej w połowie obozu większość uczestników miała kryzys kondycyjny - jadło się nieregularnie, często późnym wieczorem. Wieczory w takiej miejscowości (Browar Zwierzyniec - rok zał. 1806) były zobowiązujące, a treningów się nie opuszczało, i żeby przeżyć - trzeba było być trzeźwym ;-), więc było coraz ciężej. Zdarzyło się kilka kontuzji , przez witaminę C było coraz trudniej wstawać na poranny trening (9.00), a z pięknej… plaży zwlec się na wieczorny (17.00).

    Jak "kaczorga" wygląda każdy wie (każdy = ten, który był na obozie), ale mieliśmy małe bonusy : - nie dość, że obóz był tematyczny (wyczuwanie własnego centrum, pozycji, dystansu i dynamiki partnera), że wzbogaciliśmy się (Koło) o troje shodanów (Karolina, Sleeva i Tomek), o nowe stopnie kyu (5 kyu: Doberman i Krzysiek, 4 kyu: Piotrek i Alek), mieliśmy staż z Senseiem Pomianowskim, długie masaże pod wodzą Honoraty, to jeszcze odbywały się sparringi bambusowymi mieczami obciągniętymi skórą (Fukuroshinai).

    Po raz pierwszy mieliśmy możliwość realnego (czytaj bolesnego) sprawdzenia dystansu i dynamiki w walce na miecze. Nie ukrywam, że w naszym wydaniu wyglądało to dość nieskoordynowanie (podwórko style), ale chętnie bym to powtórzył, pomimo gróźb kontuzji. Osobiście wiele mi to dało. Poza tym, chyba żaden z uczestników nie zapomni jak Doberman dawał lekcję walki mieczem świetlnym Senseiowi Pomianowskiemu (ewidentnie spychał go do obrony… ).

    Obóz był niezapomniany, treningi, imprezy, wyjazdy turystyczne (a były, były...), plaża, lody… Dzięki wszystkim uczestnikom "Łobuza Zwierzynieckiego 2004" (lista uczestników na płycie cd z prezentacją zdjęć popełnioną przez Sleevę) za extra wyjazd, kogo nie było ten trąba, a szczególne podziękowania należą się Pawłowi za organizację, prowadzenie treningów i funkcję Kaowca (grę na gitarze). Wyjazd był naprawdę extra!
    Czekam na następny i obiecuję poprawę...

    i… "teraz chcę na niego z powrotem" - opis z GG na dzień po powrocie...

    nadesłał: Alek Sierżęga

    [Wróć do listy]
    Powrót na górę Powered by Mambo Open Source
    Wszystkie prawa zastrzeżone.

    Webmaster: Tomasz Wiśniewski   Programowanie: Mikołaj Celuch
    Wsparcie graficzne: Michał Jaworski-Witak

    Warszawskie Stowarzyszenie Aikido Aikikai.

     Otwarty Katalog Stron

    Page Rendered in: 0.380938 seconds.