Główna Artykuły Piątek, 3 Września 2010  
Kontakt z instruktorami:J. PomianowskiW. BrożyńskiP. DymusP. ZdunowskiM. Jaworski-WitakT.Wiśniewski
 
Menu główne
  • Główna
  • Staże
  • Artykuły
        Czytelnia
        Opinie
        Oryginały
        Staże i Obozy
        Wywiady
  • Stowarzyszenie
  • Linkownia
  • Ai Ki Do
  • Galerie
  • Nasze Dojo
  • Dla początkujących
  • Mapa Dojo

    Ogółem było
    425661 odwiedzin

    Reklama


    Konnekt


    Komunikator Konnekt

    Poznaj Adsense


  • Advertisement
    Zwierzyniec 2005 - szkic subiektywny Drukuj E-mail
    Autor Piotr Roguski
    Refleksje z obozu Aikido prowadzonego przez Pawła Zdunowskiego

    Zwierzyniec - piękne małe miasteczko położone w środku Roztoczańskiego Parku Narodowego, wśród grzybnych lasów, jezior, rzeczek i urokliwych miejscowości. Z Warszawy ok. 260 kilometrów.

    Aikido - sztuka walki, gdzieś z dalekiej Japonii.

    Połączenie tych dwóch rzeczy - dziewięć dni pracowitej laby na macie i plaży.

    Po krótce:

    Mieszkamy w internacie szkoły
    Kąpiemy się w koedukacyjnej łazience lub/i stawach "Echo"
    Piwo browaru Zwierzyniec 0.33l w butelce "granat" 1,19 PLN
    Jemy w "Młynie", "Mordowni" lub dla chętnych obiadki jak na wczasach
    No i mały lodzik / super/ po porannym treningu, a w drodze na plażę

    Na macie 2 razy dziennie - rano ok. 3,5h. wieczorem ok. 4h.

    Aikido - Kaczorowe... a nie kacze, czyli z troską o niską, stabilną postawę. Prowadzone rzetelnie, logicznie - słowem tak, aby kolejna technika wynikała z poprzedniej, a wszystkie one tworzyły spójną i logiczną całość w ramach jednego treningu.
    A treningi tematyczne - np. jeden rodzaj ataku, niuanse w położeniu ręki przed i przy danej technice /nikkyo, ikkyo, sankyo/. Kaczor dużo tłumaczy jest więc czas na odpoczynek między technikami.
    Trochę brakuje mi wariactwa na macie... i obok Aikido - luźnej nawalanki...

    Acha... patykami też wywijamy.

    Masaż - ostatnia faza wieczornego treningu. Darek prowadzi. Okrężne ruchy. Dłonie, łokcie, stopy, kręgosłup... trochę szyja. Jeździmy dłońmi po ciele partnera/partnerki. Spada spięcie i zmęczenie z barków i łopatek; a potem jeszcze lędźwie. Mnie trafiła się raz Monika... Było bosko.

    Joga - sobota wieczór. O rany... nie wiedziałem na czym się skupić; czy na swoich rozciąganych i bolących kościach... czy na ciele i ruchach instruktorki, która pokazując ćwiczenia wprowadzające do "assany psa" przyjmowała pozycje... niewiarygodne pozycje.

    Ale tak naprawdę ten obóz to spotkania z ludźmi:

    Po pierwsze tymi z którymi mieszkałem w pokoju. Miśkiem, Śliwą, Alkiem...

    Alek - oj... kochliwy ten Alek

    Śliwka - ten to powinien być aktorem; na co dzień do rany przyłóż - lecz gdy "ukował" podczas egzaminów jego twarz zamieniała się w kamienna maskę. /Już wiem dlaczego japońskie hełmy wojenne mają tak straszne miny/

    Misiek - przywiózł ze sobą dużo zajebiście pozytywnej energii, a potem ot tak, od niechcenia zdał niesamowicie dynamicznie na 1 kyu. Chwilami miałem wrażenie, że Misiek "ze swoimi jajami i gagami" jest młodszym bratem Heńka.

    Po drugie z Kaczorem, jego życzliwością i troską o drugiego człowieka, o to by każdy czuł się dobrze przez te 9 dni obozu.

    Z Karoliną - babką o wesołych oczach, która nieraz pozwalała sobie na to by i uśmiech zagościł na jej ustach.

    Z Piotrkiem - który tym razem niczego nie strugał /patrz miecze w Augustowie/, niczego nie rozbił / citroen w Brennej /, a jak zwykle śpiewał sprośne piosenki przy ognisku i tańcował aż do rana z Marysią na imprezie kończącej obóz.
    Zresztą nie tylko z nią...

    Z Moniką - uczennicą mistrza Śliwy z dojo Choszczówka - która wieczorami stawała się sensejką tańca dla swego mistrza Aikido.

    Z naszymi siedemnastkami, które wszystkim facetom zawróciły w głowach, by na koniec obozu dojść do wniosku, że Aikido jest do niczego i że wstępują do Klasztoru.

    Z Darkiem i Asią - parą, której wróżę dużo sukcesów... nie tylko fotograficznych. / To dzięki nim powstała większość zdjęć z obozu oraz film instruktażowy p.t. Jak Kaczka rusza kuperkiem czyli Kaczor i jego biodra. /

    I wielu innymi, których tu nie sposób wymienić...

    Podsumowując - obóz super. Pogoda wporzo. Piwo tanie. Brakowało mi tylko Rumcajsa zwanego Bolem - aby wypić z nim "wściekłe psy".
    [Wróć do listy]
    Powrót na górę Powered by Mambo Open Source
    Wszystkie prawa zastrzeżone.

    Webmaster: Tomasz Wiśniewski   Programowanie: Mikołaj Celuch
    Wsparcie graficzne: Michał Jaworski-Witak

    Warszawskie Stowarzyszenie Aikido Aikikai.

     Otwarty Katalog Stron

    Page Rendered in: 0.380716 seconds.