Główna Artykuły Piątek, 3 Września 2010  
Kontakt z instruktorami:J. PomianowskiW. BrożyńskiP. DymusP. ZdunowskiM. Jaworski-WitakT.Wiśniewski
 
Menu główne
  • Główna
  • Staże
  • Artykuły
        Czytelnia
        Opinie
        Oryginały
        Staże i Obozy
        Wywiady
  • Stowarzyszenie
  • Linkownia
  • Ai Ki Do
  • Galerie
  • Nasze Dojo
  • Dla początkujących
  • Mapa Dojo

    Ogółem było
    425661 odwiedzin

    Reklama


    Konnekt


    Komunikator Konnekt

    Poznaj Adsense


  • Advertisement
    Z serii "Dziwne Zwyczaje Ludów Wschodniej Europy" - relacja ze Zwierzyńca 2005 Drukuj E-mail
    Autor Piotr Faryna

    "A uke klęka i ciągnie, po czym robi kołochwyt..."
    Sensei Paweł Zdunowski "Opowieści z maty"



    Było ich w porywach ze trzydzieści sztuk. Kilka nastek, paru studentów, sporo wolnych elektronów około 30-stki, a nawet paru gości z przedziału wiekowego, w którym normalni ludzie spędzają wakacje na plaży we Włoszech. Jedna trzecia kobiet. Jedna czwarta czarnych. Turek, Wietnamczyk, Francuzo-Rosjanin, Polka z Kazachstanu, Polka z Londynu, jeden prawie-że-tubylec, a reszta z Warszawy i okolicznych wiosek.

    Łączyło ich wiele, ale przede wszystkim zupełnie niezrozumiała dewiacja polegająca na wylewaniu potu w czasie wolnym, zamiast oglądania programu TV i do tego jeszcze za opłatą. Niektórzy badacze w klasycznej teorii nazwali ten proces "kaczorga", choć stosowane są także określenia "masakra" lub "plan KCR".
    Plan KCR realizowany był w godzinach 9:30-12:30 oraz 17:00-21:00, przy czym część straceńców dokładała jeszcze godzinkę lub dwie w przerwie "obiadowej".

    Program merytoryczny "kaczorgi" jest wysoce intrygujący. Poprzebierani na biało uczestnicy siedzą w sposób najbardziej niewygodny z możliwych, na skraju prostokątnego pola w sporej sali gimnastycznej. Jeden z nich (wyraźnie najważniejszy, bo mu się ciągle kłaniają, choć mizernej postury) wychodzi na środek i woła najczęściej takiego dużego, którego wyraz twarzy mówi "oj, niedobrze", choć nie wiedzieć czemu niektórzy nazywają ten stan "kamienna maska". Następnie ważny wielokrotnie wali tym dużym o podłogę, przy czym siedząca grupa kiwa głowami z aprobatą i głębokim zrozumieniem, choć większość z nich ma blade pojęcie o co tu w ogóle chodzi.

    W przerwach pomiędzy znęcaniem się nad kolegą, ważny tłumaczy: "ramie w dole -ikkyo, ramie poziomo - nikyo, ramie w górze - sankyo", cokolwiek by to nie znaczyło. Po kilku dniach okazuje się, że wyczucie dystansu, odróżnianie możliwości kontroli ciała partnera (np. kontroli ramienia) i w ogóle dostosowanie swoich reakcji do konkretnego układu dwóch ciał stanowi live motive całego pobytu. Zastanawiające, gdzie też można by jeszcze zastosować to "dopasowanie pozycji ciał" w praktyce?
    Nie wydaje się, aby mocno zmęczeni uczestnicy obozu próbowali powszechnie szukać odpowiedzi na to pytanie. Do wyjątkowych należały przypadki, kiedy jeden, najbardziej zdesperowany, pobiegł za nieznajomą kobietą na plaży, chcąc się upewnić ile ma lat... Wrócił przygnębiony, mówiąc: "piętnaście" i zaraz rzucił się w piasek naśladując fokę, co wydaje się być dosyć oryginalnym sposobem wyrażania smutku.

    A właśnie. Plaża. Część grupy czynnie wypoczywała w przerwach pomiędzy zajęciami. Ambitnie wsiadała w samochód i jechała 1,5 kilometra, aby zwalić się na piasek i smażyć na słonku, które dobrotliwie świeciło przez prawie cały pobyt w Zwierzyńcu. Wśród dodatkowych i nieobowiązkowych punktów programu pobytu były także:
    mycie, jedzenie , picie, śpiewanie, ogniska, bilard , świetlica, rowery, Gucie oraz sklepy spożywcze, a w szczególności obsługa sklepowa (na ten ostatni fakt zwraca uwagę także autor zwany Śliwa w innym opracowaniu).

    Cześć społeczności oprócz znoszenia cierpień normalnych objawów "masakry" (zakwasy, siniaki, skręcenia, obtarcia itp.) katowała się również psychicznie, myśląc o sądzie ostatecznym, który w nomenklaturze grupy nazywa się "egzamin". Okazało się, że niepotrzebnie, bowiem poza bardzo nielicznymi wyjątkami, zdający na różne stopnie kyu wypadli wyśmienicie, co zresztą zostało stosownie uczczone.

    Zaiste, przedziwne są zwyczaje ludów wschodu Europy, a szczególnie ten zwany Aikido. Gromadzi wokół siebie odmienne indywidua. Niby inni, w różnym wieku, w różnym stopniu zaawansowania, z różnymi zainteresowaniami i preferencjami (np. kulinarnymi) a jak się zbiorą do kupy, to tworzą zwartą mini społeczność.
    Bezkonfliktową, radosną i tętniącą energią. A z tej mieszanki powstaje niezapomniana atmosfera i przyjaźń. I nowe umiejętności.

    Będziemy śledzić kultywowanie tego zwyczaju w ciągu roku w Warszawie i na następnym obozie 2006.
    [Wróć do listy]
    Powrót na górę Powered by Mambo Open Source
    Wszystkie prawa zastrzeżone.

    Webmaster: Tomasz Wiśniewski   Programowanie: Mikołaj Celuch
    Wsparcie graficzne: Michał Jaworski-Witak

    Warszawskie Stowarzyszenie Aikido Aikikai.

     Otwarty Katalog Stron

    Page Rendered in: 0.378163 seconds.