Główna Artykuły Piątek, 3 Września 2010  
Kontakt z instruktorami:J. PomianowskiW. BrożyńskiP. DymusP. ZdunowskiM. Jaworski-WitakT.Wiśniewski
 
Menu główne
  • Główna
  • Staże
  • Artykuły
        Czytelnia
        Opinie
        Oryginały
        Staże i Obozy
        Wywiady
  • Stowarzyszenie
  • Linkownia
  • Ai Ki Do
  • Galerie
  • Nasze Dojo
  • Dla początkujących
  • Mapa Dojo

    Ogółem było
    425661 odwiedzin

    Reklama


    Konnekt


    Komunikator Konnekt

    Poznaj Adsense


  • Advertisement
    Wywiad z H. Isoyama sensei Drukuj E-mail
    Autor Aikido Journal



    Hiroshi Isoyama wstąpił do Dojo założonego w Iwama przez twórcę aikido Ueshibę Moriheia jako dwunastoletni chłopiec. Jest on jedną z nielicznych osób - razem z Morihiro Saito - który miał styczność z twórcą w okresie, gdy współczesne aikido ciągle jeszcze się kształtowało. Isoyama podchodzi do studiów nad aikido z pasją i uczucie to znajduje odbicie w jego dynamicznej technice. Obecnie na emeryturze po długiej służbie w Siłach Samoobrony Powietrznej, poświęca on cały swój czas na trening i nauczanie. Na przestrzeni ostatnich lat odbywał wielokrotnie podróże za granicę i stając się coraz lepiej znanym na arenie międzynarodowej.

    Aikido w powojennej Iwama

    Aikido Journal: Proszę nam opowiedzieć o swoich początkach z aikido.

    Sensei Isoyama: Było to w 1949, w okresie który był, jak wiadomo, dla Japonii bardzo ciężki. Moja rodzina prowadziła gospodę. Zatrzymywali się tam bardzo różni ludzie, włączając w to członków yakuzy, wobec czego uznałem, że niemądrym byłoby nie nauczenie się jakiejś sztuki walki. Akurat złożyło się, że miejscowe aiki dojo (wtedy to się jeszcze nie nazywało "aikido", a dojo owe później zostało ochrzczone "Aiki Shuren Dojo") zaczęło prowadzić zajęcia dla dzieci, więc ja i parę innych dzieciaków z okolicy poszliśmy się zapisać. Miałem wtedy dwanaście lat.

    O-Sensei ciągle wtedy mieszkał w Iwama?

    Tak, swoje podróże poza Iwama zaczął odbywać stopniowo dopiero po 1955. O-Sensei nauczał na wieczornych treningach dla dzieci.

    Czy nauczał on tak samo jak w Hombu Dojo w Tokio?

    Nie wiem, jak odbywało się to wtenczas w Tokio, ale u nas wyglądało to tak, że nauczyciel chwytał każdego ze studentów z osobna za nadgarstek i w ten sposób go uczył. Sam nie robił ukemi, aplikował za to dowolne techniki - na przykład szhomeuchi ikkyo - każdej osobie na macie z osobna, podczas gdy wszyscy inni obserwowali. Nigdy nie udzielał szczególnie dokładnych wyjaśnień.

    W dojo tym nie było mat, tak więc treningi potrafiły być dość bolesne. To był jeden z powodów, dla których ciężko było skłonić ludzi by przychodzili ćwiczyć. Po kilku latach wreszcie wyłożyli dojo tatami, ale my już tak długo trenowaliśmy na drewnianej podłodze, że z początku mieliśmy problemy z przestawieniem się. Jeśli zdarzyłoby się, że uderzyłeś głową w podłogę z drewna, narobiłbyś dużego hałasu, ale ból nie byłby taki wielki. Po ułożeniu mat z kolei ból zdawał się uderzać w sam twój rdzeń. Sposób w jaki robiliśmy ukemi, naturalnie, zmienił się razem ze zmianą podłoża.

    Wczesne zdjęcie zrobione w Iwama w połowie lat pięćdziesiątych przed Ołtarzem Aiki. Isoyama stoi jako drugi od prawej, a Morihiro Saito stoi drugi od lewej strony, trzymając dziecko.

    Kto wtedy oprócz Senseia Saito uczęszczał do tego dojo?

    Byli nieżyjący już Takeo Murata, Sakae Shimada (obecny prezes Federacji Prefektury Ibaraki) i Sachio Yamane. W każdym razie, jak wspomniałem, w tamtym okresie niewielu ludzi tam ćwiczyło. Byli jeszcze ludzie tacy jak Kunio Oyama, który później został uczniem zawodowego zapaśnika Rikidozana, którzy w dojo pozostawali jako uchideshi.

    Wiem, że potem dołączył pan do Japońskich Sił Samoobrony.

    Tak, wstąpiłem do Powietrznych Sił Samoobrony i zostałem wysłany do Chitose w 1958.

    Czy tam, w Chitose, stworzył pan jakiś klub aikido?

    Tak. Z początku moimi jedynymi uczniami byli członkowie amerykańskiej żandarmerii wojskowej, ale potem zostałem poproszony przez dowódcę garnizonu, by udzielać lekcji także japońskich członkom Sił Samoobrony. Wtedy też, z konieczności, nauczyłem się angielskiego.

    Podczas pana ostatniej wizyty w Los Angeles nauczał pan po angielsku?

    Tak, w całości po angielsku! Jak inaczej?! (śmiech)

    Jako że wielu z pana studentów należących do amerykańskiej żandarmerii musiało być od pana znacznie potężniejszych fizycznie, czy musiał wymyślać nowe sposoby na to, by techniki na nich działały?

    Jak najbardziej. Ćwiczenie z takimi ludźmi jest całkowicie odmienne od pracy z kimś, kto jest od ciebie mniejszy. Wykonanie nawet czegoś takiego jak ikkyo przeciw komuś większego od siebie jest bardzo trudne, zwłaszcza w odniesieniu do wejścia i timingu. Trenowanie z takimi ludźmi było dla mnie wspaniałym doświadczeniem które wiele mnie nauczyło.

    Moje techniki kataguruma i gansekiotoshi, na przykład, powstały po tym, jak próbowałem nauczyć innych koshinage. Gdy próbowałem tego z niektórymi z wyższych ode mnie, okazało się, że mogli oni po prostu przestąpić nade mną; nie ważne w jaki sposób próbowałem wykonać technikę, nie byłem w stanie nimi rzucić, gdyż różnica wzrostu powodowała, że nie byłem w stanie umieścić swoich bioder w dobrej pozycji wobec ich. Wtedy wpadłem na pomysł by spróbować przerzucić ich przez ramiona zamiast przez biodra i w ten właśnie sposób zacząłem stosować te techniki. Nie starałem się być brutalnym ani się popisywać, chciałem tylko sprawić, by techniki zaczęły działać. Potrzeba matką inwencji!

    W Chitose było wielu zapaśników, bokserów i im podobnych, którzy przychodzili naigrywać się z tego, co robiliśmy. Zaciąg spowodowany wojną sprawił, że w amerykańskim wojsku byli bardzo różni ludzie. Normalnie w czasie treningu aikido wchodzisz i stosujesz technikę w chwili, gdy przeciwnik przeprowadza swój atak, ale gdy tak robiłem wielu z nich narzekało, że nie byli jeszcze gotowi; chcieli, bym pozwolił im na dobry chwyt albo założenie duszenia i dopiero wtedy pokazał im, czy potrafię wykonać technikę. W normalnych okolicznościach atakujący zaatakuje od frontu po czym obejdzie nage dookoła, by uke nie miał szansy w pełni przeprowadzić ataku. Ale to ich nie przekonywało i i tak chcieli bym pozwolił im na mocny chwyt i dopiero wtedy próbował się z niego wydostać.

    Innymi słowy musiał pan wykonywać techniki w najtrudniejszych z możliwych okoliczności.

    Był jeden taki, zapaśnik który zajął szóste miejsce na Olimpiadzie w Helsinkach, który położył się na ziemi i oplótł się od tyłu wokół mnie w taki sposób, że nie mogłem użyć ani nóg ani rąk, i z tej pozycji wyzwał mnie, bym spróbował się uwolnić. Jedyną częścią ciała którą mogłem poruszać była głowa, więc wyrzuciłem ją do tyłu i trafiłem go potylicą w nasadę nosa. Taki manewr jest, oczywiście, zakazany w zapasach, ale podobne zasady nie odnoszą się do budo. Gdy uderzyłem go w twarz i krzyknąłem, wykorzystałem to, że się chwilowo otworzył i uciekłem. Powiedziałem mu "Takie właśnie jest budo!" i to go przekonało. Wydarzenia tego typu miały miejsce niemalże codziennie.

    Czy kiedykolwiek rozmawiał pan ze swymi amerykańskimi uczniami o założycielu, Ueshibie Morihei?

    Tak. Kilku z nich zabrałem nawet do Iwama by go poznali. Nie wierzyli własnym oczom widząc, jak O-Sensei miota mną po całej macie. Pytali "Jak ktoś taki jak pan może być rzucany po macie w taki sposób przez starca?!", a ja odpowiadałem "Sam chciałbym to wiedzieć!" (śmiech) Wyjaśniłem im, że aikido nie ma nic wspólnego z wiekiem. Spytali czy mogliby sami spróbować złapać O-Senseia i jeden z najbardziej aktywnych wystąpił i w chwili gdy tylko spróbował został obalony i unieruchomiony. Nie byli w stanie zrozumieć, w jaki sposób dają się aż tak kontrolować; wiedzieli tylko, że tak właśnie było.

    Ostatnim razem gdy pojechałem do Stanów Zjednoczonych spotkałem jednego z tych ówczesnych żandarmów, którzy się u mnie uczyli. Nie widziałem go od czterdziestu lat. Po uzyskaniu pierwszego dana wrócił on do USA, skończył Uniwersytet Bostoński, a potem służył parę lat jako oficer w Wietnamie. Następnie wstąpił do FBI gdzie przez wiele lat był zajęty uczeniem siebie i innych technik aresztowań, tego, co w Japonii nazwalibyśmy "taihojutsu". Za pomocą Internetu pomógł mi odnaleźć paru innych z moich dawnych uczniów. To naprawdę wspaniałe, w jaki sposób aikido tworzy więzi międzyludzkie. Nawet jeśli relacje te się zrywają na jakiś czas, zawsze znajdą one sposób, by na nowo cię odnaleźć.

    Budo jako podłoże Aikido

    Jak rozwinął się nacisk jaki kładzie pan na wagę budo w aikido?

    Ponieważ sam stoję w pozycji nauczyciela aikido, czuję, że muszę być bezustannie skierowany cały czas w jedną, konkretną stronę. Ludzie ćwiczą aikido z bardzo wielu różnych powodów - by utrzymać formę, zachować zdrowie, cokolwiek - ale oczywistym jest, że to "budo" jest tym, co leży u podstaw aikido. Nie mam nic przeciw ludziom którzy ćwiczą aikido tylko jako dobry sposób na utrzymanie kondycji, ale uważam, że oni również powinni budzić i rozwijać w sobie ten rodzaj czujności, która służy nie pokazywaniu żadnych luk w obronie potencjalnym przeciwnikom. To bardzo ważny aspekt, leżący u samych podstaw budo i uważam, że zaniedbywanie go lub pozwolenie, by stał się nieistotną częścią treningu spowoduje odejście od prawdziwego ducha aikido.

    Sposób myślenia założyciela zmieniał się na przestrzeni lat, między okresem gdy zaczynał uczyć aikido a jego późniejszym życiem, więc w sposób oczywisty jego sposób poruszania na macie również się zmieniał. Bardzo niewielu ludzi miało z nim bezpośredni kontakt na przestrzeni tych kilku dekad; w pewien sposób możemy tu odwołać się do tej starej historii o trzech ślepcach, którzy sprawdzają jak wygląda słoń, każdy dotyka go w innym miejscu i każdy wobec tego daje zupełnie inny opis zwierzęcia. W tym sensie, naprawdę zastanawiam się czy istnieje ktokolwiek kto całkowicie pojmuje wielkość O-Senseia. Niektórzy mieli z nim styczność gdy rozpowszechniał on aikido wyłącznie jako budo; inni zaczynali uczyć się od niego gdy jego myślenie skierowało się w stronę aikido jako "drogi harmonii"; jeszcze inni uczyli się od niego w jeszcze innych, późniejszych okresach jego życia. Wszyscy oni będą mieli na aikido różne punkty widzenia i różne interpretacje i nie sądzę by możliwym było stwierdzenie, że jedne z nich są lepsze od innych.

    Sądzę również, że różnice zależą również od wieku ucznia. Młodsi - naturalnie - szukali silniejszego aikido, podczas gdy starszych mogły pociągać aspekty takie jak duch i harmonia, i to właśnie te konkretne elementy poszczególni uczniowie przejęli od O-Senseia. Takie kwestie sprawiają, że bardzo trudno jest mówić o aikido jako o czymś z jasno i wyraźnie zarysowanymi granicami.

    Jak wiadomo, O-Sensei nie napisał zbyt wiele o aikido w książkach, chociaż w Budo znajduje się zapis paru z jego technik. Czasami zastanawiam się, czemu nie napisał o aikido więcej, ale z drugiej strony wydaje mi się, że jestem w stanie to zrozumieć: jego myślenie stopniowo ewoluowało i być może uważał on, że coś, co mógłby napisać we wcześniejszych latach mogłoby stać się zaprzeczeniem jego późniejszego sposobu myślenia. To samo odnosi się także do jego technik: jeśli w którymkolwiek momencie powiedziałby coś bardzo zdecydowanego, ostatecznego o którejś z nich, mogłoby się w przyszłości okazać, że sam by sobie przeczył.

    Inną trudność tworzy to, że różni ludzie mieli różne tendencje odnośnie interpretowania słów O-Senseia, nawet jeśli każdemu z nich powiedział on to samo. Ludzie ci potem wyrażali swe własne interpretacje w taki sposób, jakby całkowicie pojęli to, co miał na myśli, co z kolei prowadziło do niewielkich różnic, a potem do nieporozumień.

    Gdy O-Sensei nauczał, nigdy nie udzielał zbyt dokładnych słownych wyjaśnień. Jednym z tego powodów było to, że przychodzący do niego po nauki ludzie w znacznej części pochodzili z wyższych warstw społeczeństwa, byli to na przykład oficerowie wojska, politycy, bardzo zaawansowani adepci innych sztuk walki, ludzie z sektora finansowego, prezesi prywatnych korporacji i inni, dobrze usytuowani i szanowani w swoich dziedzinach. Udzielanie zbyt dosłownych tłumaczeń takim ludziom, uczenie ich, że "poprawny ukłon wykonuje się w taki a taki sposób" i temu podobne zostałoby najpewniej uznane za niegrzeczne i obraźliwe.

    Podczas treningów O-Sensei często używał form honoryfikatywnych tak wobec ludzi z wyższych warstw, jak i wobec nas, zwykłych studentów. Byłem bardzo poruszony takim nastawieniem i sposobem kontaktu z ludźmi.

    Za przykład może służyć debata o atemi, które już praktycznie nie występuje jako stały element większości technik aikido. Co pan sądzi o atemi, patrząc z perspektywy walki?

    Wykonywanie atemi tylko dla samego atemi jest tylko pustą formą. Nie ma sensu wykonywanie atemi, chyba że uderzenie byłoby takim, które mogłoby mieć faktyczny efekt. Atemi nie musi być zabójczym ciosem, ale powinno móc w pewnym stopniu wyrządzić realne obrażenia. No i, jeśli na poważnie myśli się o atemi, nie wolno zapominać o kopnięciach.

    Na przykład karate ma wspaniałe techniki kopania i uderzania. Powiedziałbym, że większość ruchów w karate opiera się na liniach prostych, podczas gdy aikido kładzie raczej nacisk na ruchy bardziej kuliste, sferyczne. I ten sposób i ten ma swoje wady i zalety i nie uważam, że dałoby się bezwarunkowo stwierdzić, że jeden z nich przewyższa drugi. W każdym razie, jeśli ktoś zamierza używać jako atemi uderzeń i kopnięć, bez przerwy musi myśleć o tym, w jaki sposób włączyć je w taki sposób, by nie kłóciły się z timingiem i innymi rzeczami jakimi charakteryzuje się ruch w aikido.

    Problem broni

    Używanie broni w aikido jest kolejną kwestią na którą istnieje bardzo wiele poglądów. Czy uważa pan, że broń odgrywa jakąś rolę w treningu aikido?

    Zdecydowanie tak. Techniki takie jak tachidori (rozbrajanie przeciwnika uzbrojonego w miecz) i jodori (rozbrajanie przeciwnika uzbrojonego w kij) są częścią egzaminów na stopnie dan, a ludzie którzy ćwiczyli tylko techniki wręcz nie będą w stanie ich wykonać, prawda?

    Poza tym, jeśli samemu nie opanuje się technik z bronią, nie będzie się w stanie skutecznie i poprawnie bronić przed przeciwnikiem, który będzie uzbrojony. Czy uważasz, że wygrałbyś, gdyby ekspert w kendo wyzywał cię, byś spróbował odebrać mu miecz techniką tachidori? Albo gdyby adept Muso-ryu jo dał ci szansę na spróbowanie odebrania mu broni, czy zrobiłbyś to bez kłopotu? Wątpię.

    Uważam, że techniki z bronią są bardzo ważne, ale uważam również, że niebezpiecznym jest ćwiczenie ich tylko powierzchniowo; jeśli już zaczyna się ich uczyć, należy robić to dokładnie i poprawnie. To jeden z powodów dla których nie uważam, by istniała potrzeba ćwiczenia tachidori i jodori w tak wielu wersjach. Tantodori (rozbrajanie przeciwnika uzbrojonego w nóż) również, jest to coś, co ćwiczyłem przeciw prawdziwemu ostrzu, ale tylko w kilku wersjach. Tak naprawdę potrzebne są jedna lub dwie techniki, i jeśli opanuje się je w stopniu mistrzowskim, to uważam, że to wystarczy do obrony przed taką bronią. Inna sprawa, że gdy broń pojawia się w walce, automatycznie wraz z nią pojawia się oczywiście element niebezpieczeństwa.

    W dojo nie używamy prawdziwych ostrzy, zamiast nich ćwiczymy z drewnianymi mieczami (bokuto), ale jeśli trening ma być tak efektywny jak to tylko możliwe, bardzo istotnym jest myślenie o bokuto jako o prawdziwym ostrzu, a nie kawałku drewna. Zalicza się do tego przeprowadzanie ataków szybko, zdecydowanie i z intencją trafienia. Nie będzie się w stanie utrzymać należytej powagi jeśli twoje cięcie ma na celu tylko umożliwienie przeciwnikowi zadania atemi. Warto o tym pamiętać w trakcie ćwiczeń z bronią.

    Często się powtarza, że a aikido nie ma rywalizacji. Myślę, że ma to więcej niż jedno znaczenie, ale O-Sensei powiedział kiedyś "Zwycięstwo i przegrana są zaledwie względne, aikido zaś poszukuje nie względnej, ale absolutnej siły. Wobec tego aikido to codzienny trening by ‘wygrywać przed walką’".

    Jak według pana wyglądała wizja założyciela na temat ćwiczeń z bronią? Na przykład Sensei Morihiro Saito twierdził, że założyciel bardzo wiele czasu poświęcał na broń i w efekcie aikido nauczane przez niego zawiera w sobie bardzo wiele technik z bronią. Z drugiej strony inni wskazują, że założyciel w ogóle nie uczył tych technik w Hombu Dojo, a nawet potrafił się rozgniewać widząc, że ktoś próbował je tam ćwiczyć.

    Wydaje mi się prawdopodobnym, że O-Sensei nie nauczał technik z bronią w Hombu Dojo. Powodem tego mogło być to, że nie miał on zbyt wiele czasu na treningi w tym miejscu. Gdy wracał do Iwama miał na to bardzo dużo czasu i tych z nas, którzy tam byli, faktyczne uczył broni takich jak ken lub jo. Tak więc to, co mówił Sensei Saito jest prawdą, tak samo jak twierdzenie, że O-Sensei gniewałby się na tych, którzy w Hombu Dojo próbowali ćwiczyć z bronią. Sam raz widziałem, jak O-Sensei się rozgniewał, chociaż to akurat było spowodowane tym, że ktoś spróbował ćwiczyć miecz w parze z kimś innym (kumitachi), chociaż jeszcze nie całkiem radził sobie ze zwykłymi cięciami (suburi). Wydaje mi się, że O-Sensei uważał, że jeśli jego uczniowie ćwiczą z mieczem, to powinni robić to poprawnie i gniewał się widząc, jak machają tylko swoimi mieczami zupełnie jakby występowali w jakiejś sztuce o samurajach.

    Na jeden pokaz z Senseiem Saito - miałem chyba wtedy trzeci dan - zapytałem O-Senseia czy w trakcie tantodori mogę użyć prawdziwego noża, ale nie zgodził się. Myślę, że wiedział wtedy lepiej niż ja sam na jakim poziomie faktycznie są moje umiejętności i uznał, że nie byłby to najlepszy pomysł. Niedługo później użyłem prawdziwego ostrza na innym pokazie na którym O-Sensei nie mógł się pojawić i, oczywiście, skaleczyłem się. Czułem się bardzo głupio i dopiero to zranienie sprawiło, że zrozumiałem dlaczego wcześniej się nie zgodził.

    Niektórzy ćwiczą aikido razem z innymi sztukami walki, na przykład z karate lub iaido. Są ludzie którzy ćwiczą karate by zrozumieć jak poprawnie zadawać uderzenia lub kopnięcia, są też tacy którzy ćwiczą kendo by lepiej opanować takie uderzenia i cięcia.

    Myślę, że nie stanowi to problemu do pewnego stopnia, ale jeśli zostanie to zbyt wysunięte na czoło treningu, to ten zamieni się w zwykłą walkę. Sprowadza się to do nastawienia w którym chcemy sprawdzić inne formy budo poprzez myślenie o tym, jak je przewyższyć lub wygrać przeciw nim.

    Ale uważam, że ważniejsze jest by pamiętać napominanie O-Senseia by "wygrywać przed walką". Powiedział on nawet, że "nie przerażają go nawet bomby atomowe", a opiera się to na rozumowaniu, że po prostu należy przeszkodzić przeciwnikowi w zrzuceniu ich, to jest najważniejsze. Ten brak strachu ma podstawy nie w świadomości, że w razie konfliktu możemy sami zaatakować w odwecie, ale raczej z nastawienia duchowego, które prowadzi do chęci zapobieżenia konfliktowi zanim się on w ogóle zacznie. Tam gdzie nie ma konfliktu broń nie ma racji bytu, samemu też nie zostanie się zaatakowanym. O-Sensei powiedział, że "To, że trenujemy codziennie, każdego dnia, to jest prawdziwa walka". Mówił też "Nigdy nie obawiaj się innego stylu (ryuha), nieważne jak wielki i potężny by on nie był; ale nigdy nie pogardzaj ani nie traktuj lekko niższego stylu, nieważne jak małego". A także "Aikido ma swoje dobro, tak jak inne style mają swoje".

    Faktem jest, że po wojnie większość ludzi uczących aikido, włączając w to O-Senseia, zarzuciło nauczanie broni, ale ja uważam, że ważną kwestią jest wyjaśnienie jak O-Sensei właśnie oceniał i rozumiał treningi z uzbrojeniem.

    Myślę, że prawdopodobnie czuł on, że techniki z bronią są konieczne. Dlatego dołączył do Kashima Shinto-ryu i uczył się także innych stylów. Zgaduję teraz tylko, ale sądzę, że O-Sensei uważał ćwiczenie z bronią za niezbędne dla aikido, jeśli ma być ono ćwiczone jako budo.

    Rzeczywiście, w przeszłości gdy ludzie myśleli o budo, z reguły myśleli o nim jako o "złożonym" lub "rozległym" budo (sogo budo), a takie oczywiście zawierałoby w sobie naukę broni.

    Tak, ale ważnym jest również zastanowienie się, jak rozumiemy cel naszego treningu. Jeśli jest nim zaledwie stanie się silnym powierzchniowo, to broń nie stanie się niczym więcej jak tylko zabójczym narzędziem w naszych rękach. Sądzę, że ważniejsze jest, nieważne, czy używa się miecza, jo, czy czegokolwiek innego, by trenować tak, by pomogło to danej osobie stać się lepszą i rozwinąć w niej poczucie człowieczeństwa. Innymi słowy, cele jakie stawiamy sobie ćwicząc stają się ważniejsze gdy zajmujemy się problemem broni.

    Dla O-Senseia celem zdawało się być użycie broni jako kanału lub przewodnika poprzez który brał energię ze wszechświata. To odgrywało chyba istotną rolę w jego podejściu do używania broni.

    Często wykonywał ćwiczenie zwane nijuhappogiri (Dwadzieścia osiem cięć), w którym tnie się po siedem razy w każdą z czterech stron by odpędzić zło (jaki) znajdujące się w bezpośredniej przestrzeni oraz by oczyścić z niego własne serce i ducha. Myślę, że cięcie mieczem jest dobre jeśli wykonuje się je w takim celu.

    W późniejszych latach życia O-Sensei wydawał się być "opętany" przez jakieś bóstwo (kami). Na przykład, powiedział kiedyś besztając jednego z uczniów, że "to nie Ueshiba cię beszta, to kami!"

    Tak, słyszałem o tym dość często, ale uważam, że miał raczej na myśli, że nie strofował ucznia z gniewu, ale raczej z szerszej perspektywy kamisama i robił to po to, by pomóc im w rozwoju. W tym znaczeniu nie uważam, by można by mówić, że O-Sensei był "opętany przez bogów"; to raczej ludzie wokół niego tak to postrzegali. W każdym razie, ja tak myślę.

    Innym elementem wielkości O-Senseia o którym bym wspomniał było to, że mimo iż sam był gorliwym wyznawcą Omoto, nigdy nie narzucał tej wiary swoim uczniom. Myślę, że świadczy to o kalibrze tego człowieka.

    Adepci budo w przeszłości z reguły nie poświęcali się jednej sztuce, ale ćwiczyli kilka. Sam O-Sensei czuł, że jego życiową misją jest stworzenie swej własnej, unikalnej sztuki walki, więc w naturalny sposób sam bardzo entuzjastycznie podchodził do uczenia się innych stylów.

    Niemożliwym jest stworzenie czegoś nowego bez jakiejś inspiracji, prawda?

    Było parę prób stworzenia nowych form budo po wojnie, ale większość z nich nie przetrwała dłużej niż jedno pokolenie po powstaniu. Naprawdę nieliczne przetrwały tak, jak aikido. Nawet dzisiejsze judo jest całkowicie inne od tego, które stworzył jego twórca, Jigoro Kano.

    Myślę, że ciężko może być zrozumieć oryginalność O-Senseia bez spojrzenia na to, czego się on uczył, zwłaszcza w odniesieniu do budo które poznał i jego zaangażowania w religię Omoto.

    Tak, nieistotne jest, jak bardzo będzie się przyglądać samej powierzchni. Na przykład, z reguły uważa się, że O-Sensei przystąpił do Omoto ponieważ zaczęła ono go pociągać po tym, jak trafił na "mur" w treningach Daito-ryu aikijujutsu, ale takie pojmowanie sprawy jest najpewniej uproszczone a rzeczywistość jest znacznie głębsza.

    Sądzę, że aikido jako budo jest fragmentem tradycyjnej kultury, którą warto przekazywać kolejnym pokoleniom. A ponieważ to, co jest w nim takie cenne, jest jego wewnętrzna duchowość, błędem byłoby ograniczenie ćwiczenia go tylko do aspektu technicznego. Ważnym jest, by ćwiczyć tak, by zawierać w tym zarówno aspekty techniczne jak i duchowe.

    Nauka płynąca z kontuzji

    Rozumiem, że parę lat temu odniósł pan dość poważną kontuzję.

    Tak, do tego stopnia, że w ogóle nie byłem w stanie się ruszać. Miałem kontuzję kolana, ale zignorowałem ją, za dużo chciałem zrobić i w efekcie uszkodziłem też okolice krzyża.

    Rehabilitacja po takiej kontuzji na pewno wymagała silnej woli.

    Niedaleko Hombu Dojo, w Tokijskim College’u Medycznym dla Kobiet był znany specjalista od stawów, który stwierdził, że najpewniej nie odzyskam sprawności ruchowej i że jedyne co mogę zrobić, to unikanie poruszania plecami by nie pogorszyć swojego stanu. Uwierzyłem doktorowi i robiłem co mogłem, by nie ruszać tą częścią ciała, ale i tak zaczęło mi się stopniowo pogarszać, a ponieważ jednej z nóg w ogóle nie używałem, stała się ona bardzo słaba. Nawet do toalety ledwo mogłem dojść nie używając laski.

    Po mniej więcej dwóch latach zacząłem zastanawiać się, czy dalej słuchając rad lekarza nie skończę całkiem jako kaleka. Wtedy postanowiłem wziąć sprawy we własne ręce i zacząłem pracować nad różnymi sposobami by się wyleczyć, włączając w to obciążanie ciężarami mięśni by pomóc im w odbudowie. Robiłem to bez przerwy przez jakieś dwa lata. Wierzyłem w siebie i w zdolność mojego ciała do samowyleczenia.

    Czy w dalszym ciągu wykonywał pan jakieś specjalne ćwiczenia?

    Tak, ponieważ zdaję sobie sprawę, że jeśli któregoś dnia pomyślę, że nie ma już nic do zrobienia, to koniec. Z aikido jest tak samo; jeśli dotrze się do miejsca w którym jesteś z siebie zadowolony, gdzie uważa się, że nikt już nie jest w stanie cię przewyższyć, tam właśnie się zatrzymujesz. O-Sensei często powtarzał, że "trening (shugyo) trwa bez przerwy aż do dnia śmierci". Uważam, że to bardzo poważne założenie, które można przyjąć i odnieść do czegokolwiek.

    Trzeba również zdać sobie sprawę, że nieważne jak sławny i szanowany może być doktor medycyny, to jednak on sam osobiście nie doświadcza twojego stanu i nie może o nim wiedzieć wszystkiego, nie rozumie prawdziwej natury twego bólu. To z tego powodu, gdy tylko mój stan się poprawił i zacząłem się z większą łatwością poruszać, chciałem wykorzystać moje doświadczenie by choć trochę pomóc innym którzy doświadczyli tego samego bólu co ja.

    Międzynarodowa Federacja Aikido

    Podczas ery zmarłego Doshu Ueshiby Kisshomaru aikido bardzo rozwinęło się na całym świecie, zaś Międzynarodowa Federacja Aikido została założona mniej więcej dwadzieścia trzy lata temu. Wiadomym jest, że był pan jednym z aktywnych uczestników tego przedsięwzięcia; czy mógłby pan zatem podzielić się swoimi odczuciami na temat wagi tej organizacji?

    Wydaje mi się, że Japonia bardzo słabo interesuje się Międzynarodową Federacją Aikido, podczas powinna być ona krajem który okazuje największe zainteresowanie. Powodem tego może być to, że w tym kraju mamy zbyt wiele aikido, to znaczy jest tam tak wielu nauczycieli aikido, że można je ćwiczyć bez problemu bez zabiegania o przyjęcie do takiej federacji. W tym aspekcie może jesteśmy trochę upośledzeni. Musimy jednak pamiętać, że na świecie jest bardzo wiele państw, gdzie ludzie nie mają tak łatwego dostępu do nauki aikido. Myślę, że naszym głównym celem powinno być zbudowanie takiej organizacji, która pomagałaby ludziom uzyskać dostęp do aikido i by ta możliwość nie ruinowała ich finansowo.

    Organizacja aikido w Japonii jest bardzo zhierarchizowana, z Zaidan Hojin Aikikai i Doshu na szczycie piramidy, shihanami na kolejnym stopniu. MFA, z drugiej strony, jest bardziej demokratyczna. Próbowanie skontaktowania tych dwóch organizacji musi od czasu do czasu skutkować jakimiś drobnymi trudnościami.

    To prawda, ponieważ hierarchia organizacji w Japonii sprawia, że sposób myślenia jest tam całkowicie inny. W Japonii najwyraźniej jest całkiem wielu zaawansowanych nauczycieli, pewnych siebie i niezależnych, którzy wiedzą, że mogą bez problemu ćwiczyć bez potrzeby należenia do organizacji takiej jak MFA. Nie byłoby to kłopotliwe gdyby chodziło tu tylko o Japonię, ale międzynarodowy wymiar aikido moim zdaniem powoduje, że moim zdaniem istnieje potrzeba do stopniowego wzmacniania roli stosunkowo słabej na dzień dzisiejszy federacji, która może mieć duży wkład w zrozumienie aikido przez ludzi na całym świecie. Nie będzie miało sensu ani niczego się nie uzyska, jeśli po prostu będziemy zwiększać liczbę adeptów, a zaś zrozumienie ducha aikido będzie coraz słabsze i słabsze. Jeśli pozwolimy, by do czegoś takiego doszło, to aikido stanie się czymś innym niż było w wizji O-Senseia. To, co jest nam niezbędne, to nie organizacja która będzie ograniczała indywidualną inicjatywę poprzez hierarchię lub inne struktury, ale raczej taka, która będzie pozwalała na rozwój przyjaznych relacji pomiędzy uczniami.

    Im bardziej aikido się rozprzestrzenia, tym różniejsze grupy ludzi będą z nim kojarzone. W tej chwili wielkie zaangażowanie wykazują World Games, międzynarodowe zawody atletyczne organizowane co cztery lata, na których rywalizacja przebiega w dyscyplinach, które nie zostały zaliczone przez GAISF w 1985 do olimpijskich. Jest bardzo wiele kategorii członkostwa w World Games, a ponieważ nie wyglądałoby dobrze, gdyby samo Aikikai się tam dołączyło, zamiast tego zrobiła to MFA.

    Jeśli mówimy o samym tylko aikido, to faktycznie nie ma wielkiej potrzeby na jakieś dodatkowe organizacje stojące na drodze bezpośredniego kontaktu między poszczególnymi dojo i Hombu. Ale jeśli spojrzymy na przypadek o którym przed chwilą wspomniałem, to taka organizacja może okazać się mimo wszystko koniecznością.

    Zwłaszcza w Europie, gdzie z reguły rządy mają większe zaangażowanie.

    Tak, dotyczy to głównie Francji. Na przykład tylko osoby uznane przez rząd francuski mają upoważnienie do nadawania stopni dan i kyu.

    W takich przypadkach sprawy nabierają zdecydowanego podtekstu politycznego.

    Zasadniczo nie ma to nic wspólnego z aikido, zwłaszcza, że w aikido nie ma zawodów i jest ono w sposób wyraźny różne od innych sportów. Jednakże jeśli zacznie się kłaść nacisk na fakt, że aikido jest inne, to zostanie ono odizolowane, przestanie się rozwijać, a w końcu się zacznie rozpadać.

    Mój pomysł polegałby na tym, że zagraniczni adepci aikido przyjeżdżaliby do Japonii by spędzić okres od dwóch do pięciu lat w Hombu Dojo, ćwicząc, ucząc się japońskiego i temu podobne, potem wysyłać ich by uczyli w różnych, miejscowych dojo (jak ma to miejsce z wieloma z młodych japońskich nauczycieli), a potem, po około ośmiu latach odsyłać ich z powrotem do domu. Dałoby to im szansę na zrozumienie sposobu myślenia Hombu Dojo, jego celów, sposobów, oraz stworzyłoby z nich coś w rodzaju pomostów nad barierą językową już u siebie w domach. Z perspektywy międzynarodowej, gdyby istnieli tacy ludzie, dużo łatwiej byłoby innym zdobyć się na zaufanie wobec japońskiej strony i sprawy w krajach, gdzie ćwiczy się aikido, przebiegały by dużo sprawniej. Na dzień dzisiejszy bariera językowa i kulturowa stanowią poważną przeszkodę.

    Żaden z obecnie ćwiczących w Hombu Dojo obcokrajowców nie jest uchideshi (studentem rezydującym), mieszkają oni na zewnątrz i dojeżdżają do dojo (poza tymi którzy uczą się u Senseia Saito w Iwama, gdzie faktycznie wciąż istnieje realny system uchideshi). Powodem tego po części może być to, że Hombu Dojo nie ma odpowiednich warunków. Ideałem by było, gdyby więcej wysiłku włożyło się w Hombu Dojo by usprawnić tamtejsze warunki zakwaterowania, by ludzie z zagranicy mogli tam mieszkać mniejszym nakładem kosztów.

    Względnie łatwo jest prowadzić dojo jako zawodowy nauczyciel aikido za granicą, musimy więc mieć system który pozwoli nam na pomaganie ludziom, którzy chcą to robić; w innym wypadku damy się wyprzedzić epoce.

    Kluczem wydaje się być wzmocnienie więzi pomiędzy Hombu Dojo a ludźmi za granicą, zwłaszcza, że tylko z organizacyjnej perspektywy to Europa zacznie dominować ze względu na swe zdolności polityczne. Kultywowanie ludzi i zasobów ludzkich jest ważne.

    Pamiętam, że przeczytałem gdzieś dawno temu o tym, że "komunikacja równa się kontroli" i że ten, kto kontroluje komunikację, ten będzie dominował. W tym kontekście zastanawiam się, czy rozsyłanie informacji z Hombu Dojo do innych dojo rozsianych po świecie bezpośrednio, bez filtrowania przez różne organizacje, faktycznie umocniłoby organizacyjną władzę Hombu Dojo.

    Nieprzerwana linia

    Teraz, gdy dotarliśmy do trzeciego pokolenia Doshu, jakie są pana odczucia na temat sukcesji aikido opartej na iemoto - systemie dziedziczenia rodowego?

    Różni ludzie mają na to różne poglądy, tak więc trudno jest dokonać tu jakiejś generalizacji. Być może to japoński sposób myślenia, ale istnieje pewna potrzeba zachowania nieprzerwanej linii, zachowania i chronienie czegoś, co służy za centrum. System iemoto odnajdziemy we wszystkich japońskich tradycjach, począwszy na ceremonii parzenia herbaty a na teatrze kabuki skończywszy, i reprezentuje on przekazywanie ich dalej po jednej, niezmiennej drodze. A ponieważ budo również jest drogą, to uważam, że ten system może być istotny dla przekazywania go następcom.

    Poza tym, są tacy którzy uważają aikido za system walki i czują, że jako taki powinien być on przekazywany innym przez kogoś, kto jest silny technicznie. Z tym, że bycie technicznie silnym to nie wszystko, jeśli chodzi o bycie spadkobiercą tradycji takiej, jak aikido. Spadkobierca musi również mieć czysty, solidny sposób myślenia i nawet, jeśli jest on relatywnie młody, musi być zdolny do służenia za silne centrum i stać na straży na swoim miejscu na szczycie. Musi również umieć efektywnie nauczać. Te cechy są bardzo ważne, ponieważ jeśli centrum zacznie się chwiać, dotknie to całej tradycji. Ludzie tacy jak ja i ci inni, którzy uczyli się i samego twórcy odczuwają jako swój obowiązek i zobowiązanie, zarówno wobec założyciela, jak i Drugiego Doshu, by najlepiej jak możemy wspomagać obecnego, Trzeciego Doshu, by ten mógł bez przeszkód wypełniać swą misję.

    Co pan sądzi o wkładzie, jaki do aikido wniósł Drugi Doshu, Ueshiba Kisshomaru?

    Proszę mi wybaczyć że ucieknę się do frazesu, ale podobnie jak wielu innych powiem, że O-Sensei był pionierem i twórcą aikido, zaś Sensei Kisshomaru był tym, który je rozpromował i rozpowszechnił. Podczas gdy O-Sensei nauczał tylko grupkę wybranych, Sensei Kisshomaru pracował na to, by aikido stało się szerzej dostępne, oraz był tym który je umiędzynarodowił i zorganizował. To między innymi za te zasługi otrzymał od japońskiego rządu Order Zasługi Trzeciego Stopnia. Ważnym jest teraz dostrzeżenie, jakich czynów podejmuje się trzeci Doshu by konsolidować tradycję. Aikido najprawdopodobniej będzie rozprzestrzeniać się dalej nawet bez wkładu kogokolwiek, tak więc kwestią jest teraz właśnie stabilizowanie tradycji w czasie, gdy się ona rozwija.

    Wydaje się, że aikido przeszło pewne techniczne przemiany pod przywództwem byłego Doshu Kisshomaru...

    To inna kwestia odnośnie której również nie bardzo da się jakkolwiek generalizować. W końcu, nawet O-Sensei zaprowadził bardzo istotne zmiany między okresem gdy był młody, a jego późniejszymi latami życia. Sensei Kisshomaru sam był w młodości bardzo żywotny i dopiero potem, po przejściu operacji, przestał poruszać się z taką sprawnością. Nawet ze mną to się stało; moja technika jest teraz zasadniczo różna od tej, którą miałem gdy byłem młodszy. Gdy dzisiaj biorę udział w demonstracji, wszyscy ci z którymi ćwiczyłem żartują sobie, jaki to delikatny i miękki się stałem! Uważam, że przemiany w technikach pod Senseiem Kisshomaru opierały się mniej więcej na tym samym. Ale sądzę, że ważniejszym jest, by dawać z siebie wszystko, robić co tylko w swojej mocy i wkładać w to całego ducha, nieważne czy to pokaz, czy zwykły trening. Różnice na pewno będą występować zależnie od tego, jak postrzegasz aikido - czy jako budo, sposób na utrzymanie zdrowia i kondycji, czy po prostu jako sposób poruszania. Oczywiście, w moim dojo dążymy do aikido według mojej jego wizji.

    Jej częścią, przy okazji, jest to, że przyjmuję jako motto zdanie "aikido praktyczne", przez co mam na myśli, że uważam aikido za coś co nie jest zamknięte tylko w obrębie dojo, ale jako coś, co może wykroczyć poza nie i zostać używane w codziennym życiu. To z kolei prowadzi do nastawienia, by przeżyć każdy dzień tak, jakby był czymś cennym. Aikido w samym tylko dojo zdaje się prowadzić tylko do kwestii takich jak kto jest lepszy, kto gorszy, kto silniejszy, kto słabszy. Ważniejsze jest to, jaką jesteś osobą i jak zachowujesz się jako członek społeczeństwa. Ostatecznie, nawet jeśli jesteś yudansha nieważne jakiego stopnia, to jeśli nie wnosisz nic do społeczeństwa, to to, że ćwiczysz aikido ma niewielkie znaczenie. Jeśli nie jesteś w stanie pogodzić harmonijnego ducha aikido ze swym codziennym życiem, nieważne czy jako student, jako członek rodziny, czy w pracy, to nie uważam, byś mógł powiedzieć, że ćwiczysz prawdziwe aikido.

    By zakończyć, proszę powiedzieć, co aikido znaczy dla pana teraz?

    Wydaje mi się, że w trakcie ćwiczenia aikido najbardziej cieszy mnie to, że pozwoliło ono tak wielu ludziom otworzyć swe serca i stać się przyjaciółmi. Myślę o tych wszystkich, którzy już nie żyją i o tych, którzy są wciąż młodzi i myślę jak wspaniałym było poznać tak wielu ludzi i nawiązać z nimi przyjaźnie. Wszyscy oni kroczą tak różnymi ścieżkami życia, że bardzo wiele mogłem się od nich wszystkich nauczyć. Sądzę, że to jedna z najważniejszych rzeczy odnośnie kontynuowania nauki aikido. O-Sensei był otoczony przez tak wielu niezwykłych ludzi, ponieważ sam był wielkim człowiekiem. Nie mogę tego powiedzieć o sobie samym i czuję, że w wielu dziedzinach wciąż mam wielkie braki, ale mam nadzieję, że dzięki moim relacjom poprzez aikido z tak wieloma innymi ludźmi uda mi się trochę się udoskonalić. Mam również nadzieję, że moje wysiłki sprawią, że tak wielu ludzi jak tylko się da zrozumie dobro leżące w aikido i będzie dzięki temu żyło szczęśliwiej. Jest to, jak sądzę, jednym ze sposobów w jaki mogę spłacić dług wdzięczności jaki mam wobec O-Senseia i Senseia Kisshomaru.

    nadesłał i tłumaczył: Maciek Gałązka

    [Wróć do listy]
    Powrót na górę Powered by Mambo Open Source
    Wszystkie prawa zastrzeżone.

    Webmaster: Tomasz Wiśniewski   Programowanie: Mikołaj Celuch
    Wsparcie graficzne: Michał Jaworski-Witak

    Warszawskie Stowarzyszenie Aikido Aikikai.

     Otwarty Katalog Stron

    Page Rendered in: 0.442109 seconds.